O negocjacjach i klientach słów kilka

15 lipca 09 dodał Michał Pyszka Udostępnij

People transfer a puzzle - Teamwork conceptMuszę gdzieś to sobie zapisać: nigdy nie zgadzaj się na pierwszą ofertę kupna domeny. Niby proste, ale często się o tym zapomina. W tym biznesie tak to już jest, że jak pojawi się jakiś klient, to trzeba głaskać go po jajach, bo następny być może odezwie się za rok. Cóż, jakie domeny, takie zainteresowanie. Pewnie dlatego moją postawę w negocjacjach często można określić jako błagalno-zdesperowaną. Ostatni przykład. Oferta via sedo na kwotę 100€ (-10€ prowizji) za polską .tv. Kwota śmiesznie niska, ale jako że w kolejce do opłacenia czeka cała masa bardziej wartościowych adresów mówię sobie “a niech idzie”. Wyraziłem zgodę, jakaś umowa zapewne powstała w tym momencie (nigdy nie zgłębiam regulaminów)  i mym oczom ukazały się dane oferenta. Nastąpiła chwila krótkiego wpatrywania się monitor, po czym z ust wydobył się prawdziwy koncert niecenzuralnych słów. Złość na samego siebie była wielka, bo i nowy właściciel był wielki. Znany każdemu w Polsce, kto choć trochę interesuje się sportem, zwłaszcza tym jednym.

Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem. Wystarczy przestrzegać 3 prostych zasad zasiadając do stołu negocjacyjnego. Wmówić je sobie, uwierzyć w nie! Aż musiałem zapisać je na blogu, żeby samemu wracać do nich w chwilach zwątpienia i nie narażać się na pisanie kolejnego artykułu w podobnym tonie.

  1. Tak naprawdę nie muszę sprzedawać tej domeny.
  2. Domena jest warta więcej niż przedstawiona oferta. Zawsze!
  3. Nie interesują mnie twoje problemy.

Oczywiście zakładamy, że oferowane przez nas adresy nie są owocem hurtowych dążeń jakiegoś allegrowicza do miliardowych transakcji, ani nie wywołują wybuchu śmiechu u wszystkich naokoło. Wspomniane punkty są na tyle uniwersalne, że sprawdzą się w każdej sytuacji. Na pewno zmniejszą szansę na sprzedaż, ale przynajmniej wyjdziesz z twarzą. Od dzisiaj będę twardo się ich trzymał.

Skoro już mowa o negocjacjach, to nie sposób nie wspomnieć o klientach. Nie mam może wielkiego doświadczenia z nimi, domeny sprzedaję raczej bardzo okazyjnie, ale zdążyłem już co nieco zauważyć, a wiele rzeczy w ich postawie potrafiło mnie zdenerwować.

Oto niektóre typy, z którymi przyszło mi się zetknąć.

  • Przyczajony tygrys, ukryty smok

Zaczyna negocjacje pisząc z prywatnego, darmowego konta. Przedstawia się jako Marysia Szara Mysia. Gdy już wszystko jest dopięte przysyła dane do faktury, na której pokazuje swoją prawdziwą twarz – jakaś spółka z o. o.

  • Biedny student

Student jak student. Nie ma włożyć co do gara, ale jest wizjonerem i chce zrealizować pewien projekt. A że brakuje mu domeny zwraca się do nas. Długo się targuje, za każdym razem podkreślając ciężar swego żywota. Aż serce się kraja słuchając tych historii. W końcu dokonuje zakupu, po czym natychmiast ceduje domenę na firmę (swoją).

  • Debil

Niektórzy nie potrafią zrozumieć, że “nie dla psa kiełbasa”. Nie dopuszcza do siebie myśli, że adres może kosztować ponad 100 pln. Zalewa cię wiadomościami pełnymi frustracji, jadu, wulgaryzmów. Ich poziom wzrasta wraz z wysokością ceny jaką mu podałeś. Potrafi tak zatruwać skrzynkę nawet 2 tygodnie.

  • Dziwak

Kupił, ale nie odebrał. Pomimo upomnień idzie w zaparte i nie chce domeny.

  • Mający dużo czasu

Mistrzowsko przeciąga negocjacje. Potrzebuje dużo czasu do namysłu. Rekordzista po 1,5 roku odpisał, że zgadza się na proponowaną cenę…

  • Źle wychowany

Wiadomość od niego wygląda następująco: “ile”, “ile za xxxx.xx”. Zapomina się przedstawić i przywitać. Po podaniu ceny lub odpisaniu “dużo” przeważnie nie odzywa się.

  • Złoty klient

Nie targuje się. Nie stęka. Docenia wartość kupowanego adresu. Nie istnieje.

Zapewne temat nie został jeszcze przeze mnie wyczerpany i istnieje o wiele więcej oryginalnych postaw ludzi zabiegających o nasze domeny. Jak trafię na coś ciekawego, to nie omieszkam o tym wspomnieć.

Tekst inspirowany wpisami na poprawki.com

Mogę zainteresować Cię poniższe wpisy:

 

Dodaj swój komentarz

7 odpowiedzi dla tego wpisu

  1. 01   •   TomekNo Gravatar napisał:

    Każdy z zaprezentowanych etapów przeszliśmy kilkakrotnie ;)

    Niestety artykuł przedstawia całą prawdę o klientach.

    Poważny klient ma budżet z przygotowaniem do negocjacji i poważne plany a nie liczy na scenariusz: “Kupię za grosze to może coś z tego będzie, a jak nie wyjdzie to i tak nic nie stracę”.

    OdpowiedzOdpowiedz
  2. 02   •   78No Gravatar napisał:

    trzeba bylo negocjowac, ew pchnac na aukcje sedo i dac na forum linka ;]

    OdpowiedzOdpowiedz
  3. 03   •   TomekNo Gravatar napisał:

    Jeśli komentarz jest odpowiedzią na mój to raczej tyczy się Klientów, bo oni nie negocjowali (ci co negocjowali prawie zawsze wynegocjowali i kupili) tylko się po prostu nie odezwali a wspomniane w artykule przykłady ciągle się powielają – nawet wersje studenckie – szukają “perełek” ale są biedni albo potrzebują je do “pracy dyplomowej/magisterskiej” ;)

    My jesteśmy tak elastyczni, że dajemy możliwość złożenia własnej propozycji, która nie jest ograniczona kwotowo a i tak Klienci niepoważnie do tego podchodzą.

    OdpowiedzOdpowiedz
  4. 04   •   78No Gravatar napisał:

    nie, to byl komentarz do autora bloga, ktory zalowal ze sprzedal domene za $100 :)

    OdpowiedzOdpowiedz
  5. 05   •   TomekNo Gravatar napisał:

    AAA :)

    Niestety i tak bywa :)

    OdpowiedzOdpowiedz
  6. 06   •   Michał PyszkaNo Gravatar napisał:

    rok, jak będziesz mi podbijał, to będę wystawiał na aukcje ;)

    OdpowiedzOdpowiedz
  7. 07   •   YswNo Gravatar napisał:

    Tak w ogóle …
    Mów każdemu pytającemu taka samą cenę odnośnie konkretnej domeny, a nie będziesz miał problemów ;)

    OdpowiedzOdpowiedz

Zostaw komentarz

Connect with Facebook