O negocjacjach i klientach słów kilka
Lipiec 15, 09 dodał Michał Pyszka
Muszę gdzieś to sobie zapisać: nigdy nie zgadzaj się na pierwszą ofertę kupna domeny. Niby proste, ale często się o tym zapomina. W tym biznesie tak to już jest, że jak pojawi się jakiś klient, to trzeba głaskać go po jajach, bo następny być może odezwie się za rok. Cóż, jakie domeny, takie zainteresowanie. Pewnie dlatego moją postawę w negocjacjach często można określić jako błagalno-zdesperowaną. Ostatni przykład. Oferta via sedo na kwotę 100? (-10? prowizji) za polską .tv. Kwota śmiesznie niska, ale jako że w kolejce do opłacenia czeka cała masa bardziej wartościowych adresów mówię sobie „a niech idzie”. Wyraziłem zgodę, jakaś umowa zapewne powstała w tym momencie (nigdy nie zgłębiam regulaminów) i mym oczom ukazały się dane oferenta. Nastąpiła chwila krótkiego wpatrywania się monitor, po czym z ust wydobył się prawdziwy koncert niecenzuralnych słów. Złość na samego siebie była wielka, bo i nowy właściciel był wielki. Znany każdemu w Polsce, kto choć trochę interesuje się sportem, zwłaszcza tym jednym.
Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem. Wystarczy przestrzegać 3 prostych zasad zasiadając do stołu negocjacyjnego. Wmówić je sobie, uwierzyć w nie! Aż musiałem zapisać je na blogu, żeby samemu wracać do nich w chwilach zwątpienia i nie narażać się na pisanie kolejnego artykułu w podobnym tonie.
Mamy jeszcze styczeń, także pozwolę sobie przytoczyć kilka noworocznych rad dla domeniarzy od pracowników Sedo. W artykule zatytułowanym 

